Jak polubić bieganie? Poznaj 5 sprawdzonych kroków

Nigdy nie miałem „serca” do biegania. Dosłownie i w przenośni. Pierwsze amatorskie treningi rozpocząłem jeszcze zimą 2012 roku – od tamtego czasu buty do biegania chowałem głęboko do szafy wielokrotnie. Od 1 września 2014 wróciłem do regularnego biegania i co najważniejsze – zaczęło mi to sprawiać niesamowitą frajdę.

Przełamać wewnętrzny opór

Nigdy nie byłem uzdolniony jeśli chodzi o możliwości sportowe. No może poza piłką nożną, w którą w czasach mojej młodości grał każdy, bo były to złote lata 90 . Wtedy wszyscy marzyliśmy o dwóch rzeczach – grać jak Marek Citko i posiadać możliwie najbogatszą kolekcję kartridżów do Pegasusa. To były piękne czasy. Ale minęły i nie będziemy się teraz nad nimi rozczulać. Jeśli na początku mojego wyzwania miałbym ocenić w skali od 1 do 6 moje możliwości sportowe, bez dłuższego zastanowienia wystawiłbym sobie 2+. Dziś może jest to już mocna „trója”, ale nadal wymaga pracy, wysiłku i cierpliwości. Jeszcze niżej oceniłbym moją wydolność oddechową – 8 lat palenia papierosów zrobiło swoje. Mała pojemność płuc, trudności z oddychaniem podczas wysiłku nie ułatwiają zadania.

A mimo to przełamałem opór, zacisnąłem pięści, ubrałem buty do biegania i nie poddałem się. Chciałbym podzielić się z Tobą pięcioma wskazówkami, które pomogły mi przezwyciężyć własne słabości i wyznaczyć właściwy kierunek działania.

1. Znajdź odpowiednią motywację

Odpowiedz sobie na pytanie: „Czego oczekuję od regularnych treningów?”. Nie okłamuj się, spójrz na to absolutnie realistycznie. U mnie motywacja była bardzo prosta – od września pracuję z domu jako Mercenary and Nomad Programmer. Gdy pracowałem w biurze, do pracy chodziłem pieszo, co gwarantowało mi około 40 minut spaceru każdego dnia. Jestem domatorem, dlatego jeśli nie muszę, nie wychodzę z domu – zawsze znajdę sobie jakieś ciekawe zajęcie. Biorąc to pod uwagę oraz moją słabość do kalorycznego jedzenia uświadomiłem sobie, że jeśli nie wprowadzę do mojego harmonogramu jakiegoś zamiennika dla wcześniejszych spacerów, upasę się jak dzika świnia. Nie potrzebowałem żadnego innego czynnika motywacyjnego, zadziałało.

2. Nie mów nikomu o swoich planach treningowych

O moim powrocie do biegania wiedziała tylko moja żona. Z jednej strony chciałem oszczędzić sobie poczucia porażki, jeśli okazałoby się, że brakuje mi sił i serca do odbywania regularnych treningów. Z drugiej zaś strony skorzystałem ze wskazówki Dereka Siversa, który podczas tego wystąpienia tłumaczył, dlaczego nie powinniśmy zawczasu chwalić się naszymi celami i postanowieniami . Nie gadaj, a zapie… bierz się do pracy 🙂

3. Postaw na regularność, nie intensywność

To jest moim zdaniem klucz do sukcesu. Mój pierwszy po długiej (rocznej) przerwie trening to była totalna porażka. Poważnie. Zdołałem przebiec 3.22 km, po 1 km złapała mnie zadyszka, sapałem jak parowóz, nogi miałem ciężkie jak kamień. Ustaliłem sobie prosty, inkrementalny plan działania – w pierwszym tygodniu postawiłem na 30 minut biegu (właściwie to truchtu) bez zwracania uwagi na tempo. W drugim tygodniu celem był dystans – 5 km, niezależnie od tempa. Następne podbicie ustawiło cel na poziomie 6 km, aż do aktualnego codziennego dystansu – 7 km. Z czasem poprawie uległo również tempo: zaczynałem od 6:51 min/km na dystansie 3.22 km, aby dojść do poziomu 5:37 min/km na dystansie 7 km. Bez żadnej kontuzji po drodze.

4. Zasięgnij wiedzy u specjalistów

Warto przed wyruszeniem na pierwszy trening zasięgnąć trochę wiedzy specjalistycznej. W moim przypadku zadanie miałem trochę ułatwione, ponieważ wszelkie informacje na ten temat zdobywałem od mojej żony, która była i jest zakręcona na punkcie biegania. W ten sposób dowiedziałem się co nieco na temat biegania, właściwego rozciągania, odżywiania itd. W internecie jest mnóstwo informacji na ten temat, poświęć chwilę czasu na przejrzenie ogólnodostępnych informacji, z pewnością nie pożałujesz.

5. Biegaj i ciesz się dobrym zdrowiem i samopoczuciem

I po prostu biegaj! Ciesz się tym. Stawiaj przed sobą coraz trudniejsze zadania, ale wszystko w granicach własnych możliwości. Uśmiechaj się do innych biegaczy, przybij z nimi „piątkę”, ciesz się lepszym samopoczuciem. O to właśnie w tym wszystkim chodzi 🙂

A jakie są Twoje rady dla początkujących i tych już regularnie biegających? Podziel się nimi w komentarzu do tego wpisu. Dzięki!

 

(Photo credits: http://www.flickr.com/photos/livingfitnessuk/8950373842)

  • Tomasz Bielawa

    Jak polubić bieganie? Dodałbym do listy również: połączenie biegania ze zwiedzaniem ciekawych miejsc, słuchanie ciekawej muzyki/audiobooków, zmiany tempa biegania oraz uczestnictwo w imprezach biegowych(to uzależnia 🙂 ).

    Ciekawy dla mnie jest punkt 2: „Nie mów nikomu o swoich planach treningowych”.
    Wcześniej w różnych radach motywacyjnych raczej słyszałem o tezie odwrotnej. Powiadomienie otoczenia o swoich planach powinno dać zastrzyk motywacji, aby przedwcześnie nie skończyć danego tematu.
    U mnie to częściowo zadziałało, ale w sumie nie wiem czy do końca zdało egzamin. Być może muszę praktycznie przetestować wskazówkę Siversa w przyszłości.

    • Dzięki za sugestie Tomku! Słuchanie muzyki/audiobooków to obowiązkowy element każdego treningu. Trzeba tylko uważać, żeby nie przesadzić z tempem słuchanych utworów, bo te potrafią czasem nakręcić i potem różnie się to kończy 🙂

    • Paweł Rekowski

      Ja się nie zgodzę z pkt 2 i z wystąpieniem Dereka Siversa. Jeśli mówisz ludziom o swoich planach, masz szanse na zbudowanie grupy wokół własnego pomysłu. Jeśli ktoś podłapie Twój pomysł i będzie chciał być jego częścią to nie będziesz tego robić tylko dla siebie ale też dla kogoś. Co ważniejsze w trudnych chwilach kiedy przyjdzie zwątpienie nie będziesz sam, bo jest razem z Tobą grupa ludzi, która robi to samo i wyniesie Cię na wyżyny Twoich możliwości 🙂
      Nie mówienie o swoich planach jest jak schowanie głowy w piasek. Jeśli Twój powód by ruszyć dupsko jest wystarczająco silny by podnieść również innych to znaczy, że to co robisz jest wartościowe i buduje coś większego. – „Wielcy ludzie budują sieci, inni przygotowywani są do pracy” 😉

      • Tomasz Bielawa

        Niby tak. Tylko często jest tak, że wiele osób opiera motywację np. do biegania czy ćwiczeń na siłowni na sile grupy. Np. Iksiński chodzi na siłkę zawsze z Igrekińskim. Tylko, że jeżeli skład się posypie, to tacy ludzie rezygnują z aktywności. Taki kolos na glinianych nogach. Jeżeli motywacja do biegania zaczyna się z innej, bardziej osobistej perspektywy, to później działanie w grupie tylko zwiększa siłę motywacji i determinację. A jeżeli inni zrezygnują, to nie zostajesz z niczym.

        • Paweł Rekowski

          Dokładnie tak! Wszystko zawsze zaczyna się od Ciebie – „Jeśli Twój powód by ruszyć dupsko jest wystarczająco silny by podnieść również innych to znaczy, że to co robisz jest wartościowe”
          Jeśli zmiany nie zaczyna się od siebie to żadna grupa nie pomoże i nie ma co do tego żadnej wątpliwości 🙂
          Lecz jeśli wiemy dlaczego robimy to co robimy, a ludzie to podłapią wtedy mamy wielokrotnie większy fun z tego i nasza motywacja nakręca się z każdym kolejnym towarzyszem naszych wzmagań 🙂
          Nie mam racji?

          • Tomasz Bielawa

            Taa jest! 🙂 Jeżeli masz wewnętrzny impuls do działania to już jest dobry start.

  • Kaniak

    Ja jak się zacznie biegać, to polecam też udział w zorganizowanych imprezach. Między innymi pko takie robie biegi, to jest szansa na sprawdzenie się, a do tego zawsze są jakieś akcje charytatywne. Mnie to bardzo motywuje.